Centra handlowe już nie pękają w szwach pod naporem kupujących gwiazdkowe prezenty, kultowe świąteczne melodie powoli milkną, a Święty Mikołaj zaczyna zwijać manatki. Jednak udało nam się powiadomić starca o naszych prośbach. Ciekawe, czy się spełnią.
W TVN skończyły się nowe odcinki popularnych programów rozrywkowych i aż do końca ferii zimowych realizatorzy będą nam serwowali powtórki. My, naturalnie, nie mamy zamiaru iść na łatwiznę. Robimy przed lustrem groźne miny, bierzemy się w ryzy i nawet się nie obejrzeliśmy, a już bełkoczemy przed mikrofonami. Tym razem maksymalnie się dołujemy. Powiedzieć o tych dwóch bohaterkach, że miały w życiu trudno, to zdecydowanie eufemizm. Mowa o wiodącej biedne życie w socjalistycznej Polsce Irenie („Kobieta samotna”) i schizofrenicznej, żyjącej w skrajnie konserwatywnej społeczności Bess („Przełamując fale”).
Rozpoczął się najgorszy okres w roku. Wstajemy rano – ciemno, wracamy z pracy/szkoły – ciemno, i tak przez niecałe 6 miesięcy, dzień w dzień. Nie dziwota, że większość szuka pocieszenia w nadmiernym spożywaniu słodyczy i aplikowaniu, w swój już i tak wyniszczony organizm, środków antydepresyjnych. A w tych niekorzystnych okolicznościach przyrody o uśmiech wcale tak trudno nie jest. Wystarczy tylko przesłuchać podcast i odpalić natychmiast filmy, które w dzisiejszym odcinku omawiamy. Banan na twarzy i odzyskanie wigoru – gwarantowane! Aż nam udzielił się nieco leniwy i ciepły nastrój „Dróżnika” i „Powrotu do Garden State”, gdyż w czasie audycji pozwoliliśmy sobie na nieco więcej niesmacznych aluzji i przydługawych dygresji.
Muzyka w tle: Jeremiah Fleming – Love 4 Desiree, , Thievery Corporation – Lebanese Blond, Brazilian Girls – Le territoire
Poznańskie blokowiska skupiają charakterystyczne jednostki. Zamknięci w czterech ścianach, odziedziczonych po najbliższych krewnych – seniorach, wysiedlonych ze starych domów, w miejscu których postawiono „mrówkowce”. Żyją w depresyjnej szarości. Nieliczni stopniowo zatracają się w samotności.
Starsza kobieta z rentą pewnego dnia spogląda do pokoju. Jej ojciec leży martwy w łóżku. Całkowicie załamana, ostatecznie zamyka się w sobie przed całym światem. Tydzień później zostaje siłą wyciągnięta z mieszkania. Na noszach, wieziona do szpitala psychiatrycznego.
Młodemu, ambitnemu człowiekowi – studentowi prawa – umierają rodzice. Całkowicie wytrącił się z równowagi. Narzeczona zrywa z nim kontakt. Zostaje wyrzucony ze studiów. Kilkanaście lat później, nadal znajduje się w tym samym mieszkaniu. Widuje się go zimą wychodzącego na zewnątrz bez butów. Spółdzielnia odłączyła mu gaz – na wszelki wypadek.
Doliczmy do tego wieczny niedobór snu, powszechną deprechę, chorobę młodych ludzi, jaką jest brak konkretnego celu w życiu, pragnienie niezależności, zapowiadany koniec świata – i już jesteśmy w klimacie dwóch filmów, o których mowa w tym podcaście. „Podziemny krąg” (reż. David Fincher; 1999) i „Upadek” (reż. Joel Schumacher; 1993) – brutalna rozrywka, ukryty manifest? Poza tym, po raz pierwszy ujawniamy nasze „przedpodcastowe” rozmowy. Dude zachował stoicki spokój, kiedy zmęczony Micielin śmiał się do rozpuku. Usłyszcie to sami.
Co możesz wiedzieć o sobie, jeżeli nigdy nie nagrywałeś podcastu?!
Muzyka w tle: Jeremiah Fleming – Love 4 Desiree, Outsyder – Its not over, Pixies – Where is my Mind, The Prodigy – Breathe
Wbrew temu, co mówimy na początku, sprawy techniczne nie mają się aż tak różowo. Jeśli chcecie poznać marzenia ekipy Gibber-Twice – nie ma problemu. Nie chcemy pieniędzy, nie chcemy wypasionej komórki z mp3 i wbudowaną kamerą, nawet nie fantazjujemy o pięknych dziewczynach – w tej chwili jedynym pragnieniem są dobre mikrofony, które sprawią, że Dude nie będzie brzmiał jak R2D2, a Micielin swoim „aha” nie przestraszy sąsiadów obok.
Odcinek niemniej powstał, bo w końcu trzeba jakoś uczcić rocznicę powstania strony. Nie będziemy się chwalić ile to dobrego zrobiliśmy dla rozwoju filmowego podcastu. Nie starczyłoby czcionki, żeby to wszystko wymienić.
Filmy, które w tym odcinku omawiamy, nie potrzebują dodatkowej prezentacji. Tylko słuchać!
Muzyka w tle: Jeremiah Fleming – Love 4 Desiree, The Outsyder – Its Not Over, The Centurions – Zed’s Dead Baby (Pulp Fiction Soundtrack), The Stone Roses – Fools Gold, Dreadlock – Holiday, THX – The Science of Sensation
Wielopostaciowość naszego świata nie zna granic. Tworzy on jedną, wielką mozaikę ludzkich osobowości. Wszyscy jesteśmy inni. Różni nas kolor skóry, wyznanie, status materialny, a także zainteresowania i poglądy. Jest mimo to wspólny mianownik, który spaja ludzkie ogniowo w jedną całość: cierpienie. Doświadcza je każdy, choć czasami w różnych proporcjach. Kiedyś znany nowojorski prześmiewca i znakomity obserwator rzeczywistości Woody Allen powiedział : Myślę, że życie dzieli się na straszne i żałosne. To są dwie kategorie. Straszne to, no nie wiem, śmiertelne przypadki, niewidomi, kalectwo. Nie wiem jak sobie ludzie dają z tym radę, to zadziwiające. A żałosne są życia wszystkich pozostałych. Więc jeżeli jesteś żałosny, powinieneś być wdzięczny losowi, że jesteś żałosny, bo być żałosnym to wielkie szczęście. Życie to cierpienie, tak samo jak i radość, choć to właśnie ból kształtuje nas jako ludzi. Allen wyróżnił dwa rodzaje egzystencjalnych udręk. Gdybym miał możliwość spotkania z największym z filmowych neurotyków, prawie na pewno doszłoby do polemiki między nami. Wydaje mi się, że znany reżyser bardzo uprościł swoje kategorie cierpienia, bo podzielił je wyłącznie na ból fizyczny i psychiczny. W dodatku kalectwo wcale nie musi być wyrokiem i strachem. Doskonale obrazuje ten stan rzeczy film Juliana Schnabela „Motyl i Skafander”(w swoim wymiarze niezwykle krzepiący i optymistyczny obraz), będący studium psychiki sparaliżowanego człowieka. W prowizorycznym skafandrze, którym jest ludzkie ciało, rodzi się prawdziwy motyl, który nie goni już za pieniądzem, a na rzeczywistość spogląda z zupełnie innej perspektywy.
Jednakże zostawmy tematykę kalectwa, bo o nim wystarczająco dużo mówi się w mass medium. Zajmijmy się tą „lepszą”, wedle terminologii Allena, sferą. Wyróżnić można jeszcze wiele innych przypadków cierpienia. Postaram się zaprezentować kilka rodzajów egzystencjalnych katusz poprzez filmowe postaci i udowodnić, że za każdym razem cierpienie pozostawia po sobie to samo, bolesne piętno.
Cierpienie = wolność?(„Trzy Kolory: Niebieski”)
Bohaterka pierwszej części trylogii Kieślowskiego, nawiązującej do symboliki kolorów flagi francuskiej(wolność, równość, braterstwo), traci w wypadku męża i dziecko. Załamuje się. Chce zerwać z dotychczasowym życiem, sprzedaje olbrzymi dom i osiedla się w małym, skromnym mieszkanku w Paryżu. Chowa się przed światem, zrywając wszelkie znajomości i unikając ludzi. W jej mniemaniu ma być to uwolnienie się od trosk . Samotne i pustelnicze życie ma pozwolić jej zapomnieć o wszystkim. Kieślowski jednak nie przyklaskuje jej. Choć demony przeszłości wciąż powracają – spotyka na swej drodze ludzi wyjątkowych, którzy przypominają jej o tym, o czym zdała się zapomnieć po utracie bliskich – miłości do bliźniego. Od cierpienia nie da się uciec, ale jednocześnie trudno jest wymazać z własnego życiowego dowodu tożsamości uczucie miłości. Te dwa nieodłączne elementy ludzkiego istnienia wzajemnie się równoważą – zdaje się mówić metafizycznym językiem Kieślowski. Zarówno od przyjemności, jak i bólu nie jesteśmy w stanie się uwolnić.
Cierpienie=ocalenie?(„Tańcząc w ciemnościach”)
Aby pokazywać cierpienie w sposób dosłowny, ale jednocześnie mający jakiś głębszy cel, trzeba mieć olbrzymie wyczucie i talent. Lars von Trier, to absolutny mistrz w manipulacji ludzkimi emocjami. Twórca m.in. filmowego tryptyku „Złote Serce”, w którego skład wchodzą: „Przełamując falę”, „Idioci” i „Tańcząc w ciemnościach”, w każdym z wymienionych dzieł rysuje nam postaci zdolne do najwyższych poświęceń i w ich imię ponoszące największą ofiarę. Jedna z nich, Selma(bohaterka wspomnianego „Tańcząc w ciemnościach”), choruje na dziedziczną ślepotę, odczuwając powoli jej skutki. Jej jedynym celem, będąc jeszcze na siłach, staje się uratowanie ukochanego syna przed okrutną chorobą. Ciężko pracuje, by zarobić na skomplikowaną operację. Kiedy pieczołowicie chroniona puszka z banknotami jest już pełna, Selma zostaje okradziona przed najbliższego przyjaciela, któremu wcześniej zwierzyła się ze swoich problemów. Zdesperowana jest gotowa zrobić wszystko, by odzyskać pieniądze. Nawet zabić. Von Trier, kolorami filmowego musicalu, rysuje naiwną, ciepłą, trochę zagubioną, wierną swoim ideałom bohaterkę z sercem na wierzchu. Kieruje się macierzyńską miłością – za cenę swojego życia, daje swojemu dorastającemu synowi szansę na lepszą egzystencję w przyszłości. Nawet przez chwilę nie zastanawia się jaką decyzję podjąć. Cierpienie w jej przypadku ma wymiar niemalże mistyczny, przywołujący na myśl chociażby postać Jezusa Chrystusa. Daje nadzieję, że każdy z nas, słaby, zwykły grzesznik – Ty, czy ja – jest w stanie cierpieć w imię czegoś.
Cierpienie=demon?(„Krótki film o zabijaniu”)
Czy doświadczenie cierpienia może budzić w ludziach najgorsze instynkty? Pobudzać do czynienia zła? Czy cierpienie można „odreagować” zadając je komuś innemu? Znowu Kieślowski i znowu lawina pytań o sens cierpienia. Jacek z początku sprawia wrażenie normalnego, choć nieco rozdartego studenta, który zwyczajnie przyjechał do stolicy w celach edukacyjnych bądź zarobkowych. Szybko zdamy sobie sprawę, że coś jest nie tak, a równolegle toczące się wątki wrednego taksówkarza i świeżo upieczonego adwokata w jakiś sposób się połączą. Wkrótce stajemy się świadkami zabójstwa Jacka na niewinnym taryfiarzu. Pojawiają się pierwsze osądy widza: ‘co ten facet robi? Niech szybko policja go złapie, bo jest postrachem dla społeczeństwa!’. I tak faktycznie się dzieje: Jacek zostaje skazany na śmierć, widz czuje ulgę, ale w podświadomości zdaje sobie sprawę, że jest to za prosta droga. Przecież nie takimi ścieżkami krąży Kieślowski. Nagle reżyser odsłania przed nami zaskakującą prawdę o motywach postępowania zabójcy. Równie szybko zmienia się nasz sposób postrzegania głównego bohatera. To cierpienie psychiczne, spowodowane utratą bliskiej osoby rozbiło kompletnie życie Jacka. Niemoc, samotność, bezradność i wielki żal do całego świata, sprawiły, że zadał fizyczny ból przypadkowej osobie. Cierpienie poniekąd wyżarło z niego człowieczeństwo.
Trójka bohaterów, których przedstawiłem reprezentuje sobą różne postawy wobec cierpienia. Julie zaczyna wieść życie pustelnika, Selma godzi się ze swoimi problemami, a Jacek zabija człowieka. Czy faktycznie cierpienie nieproporcjonalnie nawiedza poszczególnych ludzi i czy każde życie można nazwać, wedle Allena, żałosnym? Z perspektywy trzech bohaterów mogę stwierdzić, że nie. Cierpienie jest bowiem takie samo, ale to od nas zależy, czy stoczymy z nim walkę, czy oddamy mecz życia walkowerem. Czy jak Julie postaramy się ponownie otworzyć na ludzi, czy urodzimy w sobie potwora jakim stał się Jacek? A może z marzycielską naiwnością spróbujemy o nim, choć na chwilę, zapomnieć, tak jak Selma, której nadzieją na lepsze jutro stały się musicale. Każdy z nas jest inny, ale cierpienie pozostaje wciąż niezmienne.
Pomimo, znanej większości polskich uczniów, świadomości pobudki o 7:00 rano – ruszamy z kopyta! Już dawno temu zostawiliśmy daleko w tyle piosenkę pt. „Wakacje” Kabaretu OTTO, chłodne drinki, błogie, gorące plaże i zamieniliśmy je na niepokojące odgłosy jęczących zombie, krwawe wymiociny i chłodne, całkowicie opustoszałe miasta. Mowa o filmach, które prezentują nam niezbyt optymistyczne, postapokaliptyczne wizje – „28 dni później” i „Jestem legendą”. Odporni na zaczątki jesiennej melancholii odważnie bełkoczemy do naszych mikrofonów. I jak na wagę wyżej wymienionych filmów, niepokojąco często parskamy śmiechem. Przekonajcie się dlaczego.
Muzyka w tle: Jeremiah Fleming – Love 4 Desiree, The Outsyder – Its Not Over, 28 days later soundtrack – In the house, without a heartbeat ; Reklama piwa EB, I Am Legend Soundtrack- I’m Listening
Można by pokusić się o stwierdzenie, że Borys Szyc powoli zrywa z wizerunkiem kinowego głupka – bohatera licznych polskich komedii, „testosteronów” czy innych „lejdisów”. Image twardego i nieskorumpowanego gliny z polskiego serialu „Oficerowie” też odszedł gdzieś na bok. Chciałoby się też rzec, że dzisiejszy Szyc to już nie tylko utożsamienie dresa- rzezimieszka, którego mogliśmy ujrzeć w „Symetrii”. Jest gotów podejmować się ról ambitniejszych, pracując przy filmach takich reżyserów jak Zanussi, Morgenstein czy właśnie Falk. Lecz, paradoksalnie, ostatnio naprawdę zabłysnął jako główny bohater w niezwykle niekonwencjonalnym, szalonym i jednocześnie gorzkim filmie Xawerego Żuławskiego – „Wojna polsko-ruska”. A odgrywał w nim rolę maksymalnie skarykaturowanego dresa – wiernie oddając postać z prozy Doroty Masłowskiej. Co łączy Silnego z doktorem Konstantym Grotem z filmu Feliksa Falka pt. „Enen”? Wyłącznie wydajna muskulatura.
Rok 1997 – powódź we Wrocławiu. Potężne ulewy, ogólne zamieszanie. Grot pomaga w ewakuacji pacjentów szpitala. Jego uwagę przykuwa jeden z chorych, który nieśmiało macha do niego zza szyby autobusu. Doktor nie przechodzi obojętnie obok prozaicznego gestu autystycznego i chorego psychicznie człowieka. „Zaciekawiony”, postanawia dowiedzieć się kim on jest. Już w tym momencie można zarzucić obrazowi pewną sztampowość.
Początkowe niepowodzenia w poznaniu tożsamości tytułowego „Enena” (N.N; łac. nomen nescio – imienia nie znam), stopniowe odkrywanie tajemnicy, uczucie narastającej atmosfery zagrożenia. Do tego wątek polityczny, spisek i ambitny, dobrze usytuowany bohater jako ten, który spróbuje poznać prawdę. W takiej konstrukcji scenariusza dostrzega się solidny, thrillerowy schemat, który może dzisiaj zwiastować całkowitą klapę filmu. No, bo kto chce oglądać po raz kolejny to samo – przewidując rozwój akcji, katując się sztucznie budowanym napięciem?
Feliks Falk w jednym z wywiadów mówi o świadomym wykorzystaniu tego schematu w celu ujednolicenia gatunkowego, ubrania tego w konkretną formę. Reżyser miał swój pomysł na zrealizowanie tej historii – skupia się na wątku psychologicznym. W istocie, tajemnica kryjąca się za postacią Enena nie szokuje nas do granic możliwości, nie przerasta ogromem intryg politycznych. W rezultacie mamy do czynienia z „mini spiskiem”, a postacie odgrywające role „tych złych” są nieudolne, nieprzekonujące i szybko spowiadają się ze swoich grzechów. Zakończenie również nie pasuje do tego typu produkcji. Niespodziewane i mało efekciarskie, pozostawia pewne niedomówienie – pole do indywidualnej interpretacji.
Twórca „Komornika” przerobił schemat na własne potrzeby. W konsekwencji stworzył kino dla ludzi obeznanych z gatunkiem – nie proponuje nam czegoś całkowicie wtórnego. Udało mu się także zrobić film, nad którym możemy się zastanowić (motywacje i „choroba psychiczna” tytułowego Enena), wyłapywać różne smaczki (np. nawiązanie do bohaterów z „Lotu nad kukułczym gniazdem”; ostatecznie wychodzi na to, że wiemy więcej o, nomen omen, N.N’ie niż o każdym innym bohaterze) – ale zrobił to w sposób zupełnie nienachalny. Wykonany z rzemieślniczą dokładnością (montażowo bez zarzutu; często zauważalna gra świateł, ciekawe ujęcia) i przy sumiennej pracy polskich aktorów (wybija się mało znany Grzegorz Wolf) stanowi rzetelną i ciekawą pozycję. Lecz na główną nagrodę na Festiwalu w Gdyni raczej nie ma co liczyć.
Pora zainaugurować nowy cykl na naszej stronie. „Pięć (nie)czystych zagrań” to przede wszystkim spojrzenie na filmy pod kątem jednostki. W każdym odcinku bierzemy na warsztat dokonania konkretnego reżysera lub aktora/aktorki i analizujemy ich filmografię: od początków, nieśmiałego raczkowania po celuidowej powierzchni, aż po apogea twórczych dokonań, kończąc na historii najnowszej. Posłuży nam do tego 5 filmów.
Zaczynamy od reżysera w pełnym tego słowa znaczeniu. Faceta, który wedle lwiej części filmowego światka, stworzył przynajmniej 2 arcydzieła. Obrazy, które wyszły spod jego ręki, zmieniły na zawsze oblicze X muzy, wiele z nich niemal od razu premierze osiągnęły status kultowych, a kulisy ich powstawania do dzisiaj budzą w kinomanach wielkie emocje. Czy to jednak faktycznie twórca bez skazy? Czy przez całą swoją karierę trzymał równy poziom? Panie i panowie: Francis Ford Coppola.
Ojciec Chrzestny(1974)
W wieku 33 lat znakomita większość reżyserów zaczyna dopiero raczkować w swoim zawodzie: świeżo upieczeni, pełni werwy i chęci tworzenia roztaczają wizje własnych arcydzieł, jako asystenci stoją w milczeniu obok pierwszego reżysera i notują każde jego spostrzeżenie. Później cała ta para idzie w gwizdek, a bufonowaci i leniwi directorzy kończą w podrzędnych serialach. Jakże inne były losy Francis Forda Coppoli: po trzydziestce stworzył film, na który wielu pracuje latami – często z marnym skutkiem. Elegancki, wysmakowany, dojrzały i wielowymiarowy obraz, który nie sposób merytorycznie skrytykować. Można ograniczać się do banałów typu: nudny, niezgodny z książką, mało efektowny, ale na co to komu? Coppoli udało się świetnie wykorzystać potencjał jaki płynął z różnorodnej galerii postaci. Każdemu z bohaterów wielkiej trylogii można by poświęcić obszerne elaboraty. To bezsprzecznie najlepszy film traktujący o rodzinie: z wielkim rozmachem pokazane są przemiany zachodzące w tej „instytucji”, jej wzloty i upadki. Oglądanie „Ojca chrzestnego” to przeżycie niemal tak wysokiej rangi, jak spotkanie z Don Vito. Gdy widz przestaje wierzyć w moc kina zawsze może powrócić do pełnego mądrości i elegancji dzieła, które w mig zaspokoi jego filmowe potrzeby. Dlaczego zatem nie dałem „Ojcu Chrzestnemu” oceny najwyższej? Odpowiedź poniżej.
Ocena: 9.5/10
Czas Apokalipsy(1978)
Mówi się, że największe arcydzieła rodzą się w bólach. W przypadku „Czasu Apokalipsy” była to agonia. Zaczęło się od chybionej decyzji o powierzeniu głównej roli Harvey’owi Keitel’owi. Ten nie przekonał Coppoli i po zaledwie miesiącu zdjęć, opuścił plan filmowy. Zastąpił go Martin Sheen, który w czasie kręcenie doznał zawału serca. Na domiar złego tajfun zniszczył dekorację, a Marlon Brando nie trzymał dyscypliny i poważnie przytył. Problemów było więcej, ale udało się je przezwyciężyć, a Coppola potwierdził, że posiadł cechy, charakteryzujące tylko wielkich reżyserów: wytrwałość, niezłomność i brawurowość. Nad epickim i przesyconym brutalnością obrazem wietnamskiego piekła unoszą się gęste opary ludzkiej dzikości i wojennych absurdów. To co najbardziej urzekło mnie w tym filmie, to zbilansowanie pomiędzy filozoficznymi rozważaniami nad mrocznymi stronami ludzkiej osobowości, a pełnymi rozmachu i ekspresji scenami akcji. Luźnie adaptując prozę Conrada reżyser nie zapomniał także o wpleceniu w obraz onirycznych i wyolbrzymionych wizji rodem z sennego koszmaru. Jak długo w człowieku siedzieć będzie chęć destrukcji i zadawania innym cierpienia, tak długo dzieło Coppoli nie straci na swojej aktualności. Wróżę temu filmowi nieśmiertelność.
Ocena: 10/10
Peggy Sue wyszła za mąż(1986)
W ciągu 10 lat Coppola stworzył 3 wielkie filmy. Po wielu ekstremalnych przeżyciach związanych z powstawaniem „Czas Apokalipsy” i dwóch części „Ojca Chrzestnego”, trudno się dziwić, że potrzebował czasu na ochłonięcie. W efekcie lata 80. przebiegały dla twórcy pod znakiem filmów niezobowiązujących, „zaledwie” solidnych, nie zbierających żniw w postaci Oscarów i Złotych Palm. Przede wszystkim, Coppola zaczął eksperymentować z gatunkami, w tym – z komedią romantyczną. „Peggy Sue wyszła za mąż” trzyma się konsekwentnie standardom podobnego sobie kina: nostalgia i lekkość mieszają się tu z banałem i prostolinijnością. Francis cofa skołowaną życiowo bohaterkę w średnim wieku do licealnych czasów. Tam widz spotka znanych z miliona innych produkcji luzaków, kujonów i outsiderów. Oklepane klisze nie odbierają w żadnym stopniu przyjemności z oglądania.
Ocena: 7/10
Dracula(1990)
Gdyby spojrzeć na ten film pod względem warsztatu, najwyższa nota sama prosiłaby się o wystawienie. Jest jeszcze jednak treść, która nadal stanowi fundament dzieła. Gdy fantazyjnie wykreowanego świata nie zamieszkują równie wymyślni bohaterowie, a ich dialogi są tak drętwe i miałkie, to nic nie jest w stanie wynagrodzić wysmakowanych kadrów i scenografii. W tym filmie jest tak wiele przerysowań, niedorzeczności i kiczu, że aż głowa boli. To mogłoby być nawet jego zaletą, ale problem w tym, że Coppola potraktował temat ze znaną sobie tylko powagą. „Dracula” jest jak kawior: uważa się go za potrawę wysokiej próby, ale w gruncie rzeczy to tylko słone i surowe rybie jaja.
Ocena: 6.5/10
Młodość stulatka(2008)
Coppola własnymi rękoma wykopuje sobie filmowy grób. „Młodość stulatka” to dowód na to, że twórcza starość nie ominęła Francisa. Jego najnowszy twór przypomina nudny wykład stetryczałego profesora, który mówi językiem wyszukanym, oryginalnym, ale jego wypowiedź jest w gruncie rzeczy pretensjonalna. Coppola gaworzy o rzeczach nieodgadnionych w sposób wydumany i sztuczny, odciągając tym samym uwagę widza. Nie do końca uzasadnione przeskakiwanie z wątku na wątek potęguje wrażenie pseudointelektualnego bełkotu. Opowieść o 70-letnim niespełnionym intelektualiście, który po trafieniu piorunem próbuje sięgnąć do źródeł języka, aby zdobyć nieograniczoną wiedzę i stworzyć dzieło swojego życia, to zdecydowanie najgorszy film w reżyserskim dorobku Francisa. Pomimo tej porażki, Coppola podobnych dylematów co bohater „Młodości Stulatka” mieć nie powinien – bądź co bądź w czasie swojej twórczej drogi wycisnął z kinematografii najlepsze soki.
Serwis Podcastofon poświęcony jest wszystkiemu temu, co dzieje się aktualnie w świecie polskiego podkastingu. Nie musisz nawet nic czytać! Wystarczy, że wejdziesz na stronę i odsłuchasz kolejnych odcinków Podcastofonu, by być na bieżąco. www.podcastofon.pl
pełni podwójną rolę. Przede wszystkim jest serwisem pomagającym stawiać pierwsze kroki w świecie podkastu. Są tam instruktaże, podpowiedzi, opisy, tutoriale i fora tematyczne. Wszystko to aby ułatwić nawet największemu laikowi początek zabawy w podkastera.
Drugą funkcją tego serwisu jest próba stworzenia społeczności związanej z amatorskimi mediami i wspólne rozwiazywanie problemów oraz dzielenie się informacjami na forum.
Nie musisz się rejestrować, by korzystać z serwisu, prowadzony jest z pasji. www.poznajpodcasting.pl
Audycja radiowa zrealizowana dnia 12.10.2009 w Polskim Radiu Szczecin i poświęcona polskiemu podkastingowi. W audycji udział wzięli: Filip Dawidziński, Łukasz Mocek, Maciej Skwara oraz Przemysław Szczepaniuk, który jednocześnie wszystko zaaranżował.
Czas trwania 2h. Zapraszam do słuchania: Pobierz MP3 - 50MB