Raptem parę tygodni temu, jakaś nieznana mi osoba napisała do mnie maila. Niby nic wielkiego (w końcu maili przychodzi mi sporo), jednak po krótkiej rozmowie padło pytanie: \'a z czym kojarzy Ci się trzeci maja?\'.
Hm… Nadal nie odpowiedziałem na tą wiadomość. Postanowiłem zatem odpowiedzieć Wam, drodzy słuchacze i czytelnicy tutaj.
Otóż 3. maja kojarzy mi się z polactwem. Typowym polactwem, czyli zachwycaniem się trupami, grobami, rozpamiętywaniem wielkich (niejednokrotnie przegranych, ale ofiarnych i wzniosłych) bitew, w których odnieśliśmy zwycięstwo duchowe! No fakt… grabarze i księża za pogrzeby mieli niezłą kasę.
Dlaczego denerwuje mnie polska hipokryzja?
Hm… Trzymając się dzisiejszej wielkiej, chwalebnej rocznicy powiem tak: g*wno obchodzi mnie parę świstków papieru, które przyśpieszyły rozbiory, średnio obchodzi mnie to, że była to druga konstytucja na świecie, mało obchodzi mnie to, co zmieniła, bo de facto nie zmieniła nic i wreszcie zupełnie nie obchodzi mnie to, że kiedykolwiek taki dokument był.
Czemu mam to wszystko gdzieś?
Zgodnie z obecnie obowiązującą konstytucją (z 2 kwietnia 1997 r.)… I tutaj chciałem znaleźć jakiś cytat z tegoż dokumentu, który zgadzałby się ze stanem faktycznym, byłby przestrzegany, itd., itd… Ale w zamian za to, znalazłem, np. to:
\'Art. 4. (Roz. I)
1. Władza zwierzchnia w Rzeczypospolitej Polskiej należy do Narodu.
2. Naród sprawuje władzę przez swoich przedstawicieli lub bezpośrednio.\'
Może mi ktoś do biurwy nędzy wytłumaczyć (cytując \'Szczęśliwego Nowego Jorku\') \'O CO TU KU*WA CHODZI!?\' Bo albo to ja jestem hipokrytą, który wszędzie widzi za wysokie podatki, ograniczenia wolności i własności ludzi, albo Polacy są, jak małżeństwo z \"Kamizelki\" Bolka Prusa. Wzajemnie się okłamują i udają przed sobą, że wszystko jest cudownie, emerytura od 40 roku życia, piłka nożna na wysokim poziomie, pensja taka, że aż miło patrzeć…
Polacy… Rodacy (nie) moi – tak, nie czuję się polakiem, wolę określenie kosmopolita – otwórzcie wreszcie te wasze niewolnicze oczy i zacznijcie działać. Zrzeszać się. Zmieniać otoczenie i własną mentalność. Wiem, wiem… Ten naród jest zbyt konserwatywny, żeby cokolwiek zmienić, bo Polacy zwyczajnie boją się zmian.
Czemu?
Odpowiedź jest prosta. Bo nie macie jaj. Nie macie odwagi, żeby wyjść, jak chociażby wasi ojcowie, czy dziadkowie za (trwającej do dziś) komuny i pokazać, że nie będą nam byle szmaty i biurworyje pluć w twarz i wychowywać nas na siłę.
Co zatem można zrobić?
Dopóki nie zmienicie własnego myślenia z komunistycznego na wolne… Nie zmienicie nic.
Dziękuję za uwagę, pozdrawiam.
small_brother, Radkiem zwany.